Zamknę oczy na ćwierć sekundy, w tym czasie świat wariacko zatańczy, zadrży w epicentrum. Spłyną ulice czernią z mlekiem, wytrą naszym potem podłogi. Te świty żywych trupów zawloką się marnie na miejsce nieostatecznych sądów ostatecznych, farsa to prawie prawdziwa siedzieć u podstaw feudalnej drabiny.
Ulatniam się wzorowo, zawieszam w czasie, wpół-istnieję. Myślami tam, obowiązkiem tu. Stapiam się z Tobą ponad palącym rozdzieleniem. Między obecnym, a docelowym się skradam, myślę, że wszystkich was równo popierdoliło z trzymaniem się za te tłuste łapska, podczas gdy moje cudne nie-łapią nie nie-mnie dwieście pięćdziesiąt tęsknot dalej.
Ja to sens, a sens to miłość. Tłumie, pamiętaj - jestem słodyczą codzienności, anielską obietnicą, gorzkim oddaleniem, najprawdziwszą przesadą, gloryfikacją formy, uniesieniem, pasją, szałem. Królową Serca Twego Cudowną Nieskromnością.
Eliminuję niepasujące elementy, ale mam za dobre serce. Wiedźmo, wracaj do pudła. Przyszedł czas na bezkompromisowość, która mi już od samego gadania bokiem wychodzi. Bądź tam, gdzie miejsce się znajdzie, czyli nie tu, bo tu jestem JA. Cóż za hojna ze mnie istota, że prawa do istnienia Ci nie odbieram, a jedynie sugeruję, szepczę, proszę, wymagam: wypierdalaj, byle skutecznie.
Można poprawiać w nieskończoność.
Nieskończoność się kończy wtedy,
kiedy dziekanat zażąda indeksów.
Niematerialnym jestem TAM.
Trzasnęło, błysnęło, gruchnęło i nadciąga nowe, doskonałe, inne od zawsze. Zakurzyłam grudzień, za wiele do powiedzenia było, żeby ten stan zawieszenia w pociągowej rzeczywistości ogarnąć. Bo szczęścia nie da się tak łatwo ująć w litery, a chłonę je przeintensywnie. Zobacz, 180 w prawo, i nagle mam wyjątkowe uczucie, zabawę, wsparcie, czułość, spontaniczność.
Niewyobrażalnie się przywiązałam w trakcie tej trzymiesięcznej chwili. Jestem, będę. Myślami bujam w przyszłości.
Dwa zero jeden dwa upłynie pod znakiem miłości i nie zniosę żadnych sprzeciwów, najmniejszego cienia wahania. Wyrzucę też niewygodne szpilki przez okno, a wejdę specjalnie na 10 piętro. Pięknie uczciłam, w białej kurtce na brudnej ziemi, w równie brudnych choć na zielonym nie widać, w bardziej pijanych i równie kochających ramionach. Będę też wstawać na czas. Taki tam lovespam.
Najlepszego, ludzie.
Ciekawe, kto czyta.
Spinam klamrą dziwne, poranne przemyślenia z równie dziwnymi, nocnymi.